czwartek, 23 grudnia 2010

Życzenia, życzenia

Kochani

z Okazji nadchodzących Świat życzę Wam, aby były to dla Was wyjątkowe dni...

Rodzinne

Ciepłe

Powolne:)

Takie, jak sobie wymarzyliście...

[caption id="attachment_1570" align="aligncenter" width="257" caption="choinka"][/caption]

środa, 22 grudnia 2010

Zabieganie….

Grudzień jest dla mnie strasznie "pracowitym" miesiącem. W pracy koniec roku, wiec wiadomo szał... Czekam na Święta, aby przede wszystkim odpocząć i pobyć z rodziną... Zatrzymać się na chwile, przestać się spieszyć, poleniuchować....

Mam nadzieję, że taki będzie mój świąteczny czas...

Mam nadzieję też na kulinarne przygotowania świąteczne, ponieważ to zapachy właśnie wyznaczają nasze wspomnienia...

czwartek, 16 grudnia 2010

Przygotowania do świąt

Ostatnio wogóle jestem "nieogarnieta" natłok pracy, myśli, krótkie dni powodują, że ciąglę myślę ze coś jeszcze mam do zrobienia... nie nadążam ze wszystkim, a święta tuz tuż... jakoś nie w pełni się na nie cieszę. Nie wiem... Prezenty już mam, lub są zamówione:) wiec chociaż o to jestem spokojna. Choć spokojna będę dopiero wtedy, kiedy paczki dotrą:))

Od poniedziałku planowałam urlop, ale raczej ze względu na natłok pracy nie będzie to możliwe. Klops. No ale cieszyła się będę, jeśli choć dzień przed Wigilią będzie można wziąć wolne:)

W sobote ubrałam choinkę, sama bo MŻ był w pracy. Jest srebrno granatowa z granatowymi lampkami. śliczna!

Cos nie mam weny ostatnio, ale postaram się do świąt jeszcze odezwać.

Trzymajcie sie ciepło i nie dajcie się zasypać przez śnieg!

niedziela, 5 grudnia 2010

List do Świetego Mikołaja

Święty Mikołaju


jak co rok do Ciebie piszę.


Przynieś mi coś dobrego.


Spełnij jedno marzenie.


Wiesz na co czekam, bo co wieczór myśli moje płyną w jedna stronę...


Daj dużo dobrych chwil.


Pozwól cieszyć się codziennością.


Pozwól zobaczyć coś jeszcze.


Czekam na Ciebie.


Nie zapomnij....


...





sobota, 4 grudnia 2010

Codziennie mogłabym…

Z tego tytułu, że zostałam wciągnięta do "zabawy " przez kfiatushka, poniżej moje ulubione "codzienności" w liczbie 8...:

1. Codziennie mogłabym... kupować sobie jedna książkę:) i oczywiście ją później czytać w zaciszu domowym. Mam nadzieję, że na gwiazdkę też coś dostanę, muszę "powiadomić" Mikołaja:)

2. Codziennie mogłabym... oglądać Grey's Anatomy i Lie to me. Jak ktoś jeszcze nie widział, to polecam! Oglądanie filmów uwielbiam tak samo jak czytanie...

3. Codziennie mogłabym... spotykać się z Przyjaciółmi. Ci najważniejsi niestety są daleko i codzienne spotkania przekładają się na coroczne...

4. Codziennie mogłabym... rozmawiać przez telefon:) chyba jestem od niego uzależniona... :)

5. Codziennie mogłabym... buszować po Allegro lub sklepach internetowych. Ostatnio preferuję takie zakupy, może dlatego, że jest zimno. :(

6. Codziennie mogłabym... gotować, zwłaszcza jakieś nowe potrawy albo słodkości:) może dobrze, że póki co codziennie tego nie czynię...

7. Codziennie mogłabym... dostawać kwiaty od MŻ. Wtedy  chyba czuję się bardziej kobieco...

8. Codziennie mogłabym... znaleźć chwilę na poleniuchowanie. Praca pracą, ale codzienna chwilka czasu dla siebie dobrze robi na psychikę...:)

Aby tradycji stało się za dość, do zabawy zapraszam Martusię z Tosinkowa, Mleczkową, Eumenidę i Mammę!

Powodzenia dziewczyny... :)

piątek, 26 listopada 2010

Zima zima

No i mamy zimę:) he he. Jak zwykle przed pierwszym śniegiem nie zdążyłam kupić czapki:) ekstra. Szalik już mam i buty, teraz czapkę muszę kupić w tym blue kolorze. Właściwie to jest taki szaro niebieski. Ale przyjemny kolor.:) Po tym tygodniu wymęczona jestem stresem, ale na koniec tygodnia mam troszkę odpoczynku, wiec złapię oddech. Martwię się o mojego MŻ ponieważ na koniec roku jak to zwykle masa pracy... Wczoraj wrócił do domu o 19:30 (a poszedło 8:30) no żesz fak, ileż można. Oszaleję.

Jakoś musimy to przetrwać.

Oby do Świąt.

niedziela, 21 listopada 2010

Koniec listopada

Dzisiejsza "wycieczka" po sklepach spowodowała, że w mojej głowie pojawiła się dręcząc myśl : nie mam jeszcze koncepcji na prezenty gwiazdkowe... kurcze, co roku gdzieś na początku grudnia mam już przynajmniej jakieś pomysły. A w tym roku nic.... Ech... Nie mam koncepcji nawet na swój prezent gwiazdkowy...:) Większość z nich w tej chwili pozostaje w sferze mentalnej, nie materialnej...

Jeszcze nie wiemy, co robimy na Święta, w natłoku spraw jakoś nie potrafimy podjąć decyzji, gdzie je spędzamy. Kurcze. A przydałoby się już wiedzieć co i jak. Poczekam jeszcze, może samo się rozwiąże:)

Weekend milusi:) mimo, że MŻ był wczoraj w pracy. Dziś piękna pogoda, jakoś lepiej się od razu czuję, jak słońce jest.Wieczór zapowiada się miło czytanie i filmik. To mnie bardzo relaksuje i napełnia energią przed poniedziałkiem...!

czwartek, 18 listopada 2010

Chciałabym oszukać czas

Chciałabym oszukać czas. Że wcale nie jest listopad (a w zasadzie jego koniec). Albo prawie grudzień. Że nie zleciał nam kolejny rok... Miesiąc za miesiącem, tydzień za tygodniem? Gdzie ten 2010? Nie zdążyłam wielu rzeczy.... Dlaczego? Nie dowiedziałam się gdzie jest moje miejsce, nie spełniłam marzeń.... niektórych...

Chciałabym zatrzymać czas. I się nim nacieszyć. Pooddychać. Poczuć jego powolne spływanie w radości każdego dnia. Chciałabym zdążać z marzeniami. Bo gromadzi mi się ich coraz więcej. Jak to możliwe? Nie wiem. Mój "marzeniospełniacz" zatrzymał się gdzieś. Utknął. Chciałabym żeby dogonił mnie. Codziennie wieczorem zasypiając myślę "proszę proszę proszę..."

Nie mam weny do kupowania prezentów gwiazdkowych. Czuję się jak w maju albo kwietniu... Jak dla mnie jest jeszcze za wcześnie. Na Święta na Wigilię, na życzenia, na ten ciepły świąteczny czas....

...

sobota, 13 listopada 2010

Sobotnio, powoli…

Ostatnio prowadzę żywot leniwca. Wszystko robię powoli, nie spieszę się.

I jest mi z tym dobrze.

Odstawiłam gonitwę i pośpiech. Częściowo staram się też nie przejmować rzeczami, które tak naprawdę nie są istotne. Pracą, kłopotami "pracowymi"....

Czy wyjdzie mi to na dobre? Myślę, że tak:)

Dziś na przykład był totalnie powolny dzień. Nawet popołudniowe zakupy robiłam powoli:)he he można tak :D

Trochę to do mnie niepodobne, bo potrafię niczym "motorek" ogarniać kilka rzeczy jednocześnie...

Dzięki temu czuję się bardziej spokojna.

A to chyba dobrze.

czwartek, 11 listopada 2010

Marzenia

Zbliża się wielkimi krokami czas Świąt:) zazwyczaj napawa mnie to wielkim optymizmem, i cieszę się na ten czas. Tak jest też w tym roku. Ale jednocześnie mam wiele marzeń na ten czas. Wiele małych próśb... Codziennie wieczorem i rano myślę o moich marzeniach i szeptem myśląc... proszę, proszę.... proszę.... Wierze, że się spełnią, mam taką nadzieję, i to mnie podtrzymuje i pozwala myśleć ciepło o przyszłości...

A Wy o czym marzycie?

Poza tym nadszedł długo oczekiwany "długi weekend". Troszkę nie jest tak, jak miało być w planach, bo MŻ w pracy, niestety... :( Ale cóż. Cieszmy się z tego, co mamy, z tego, że dziś mamy wolny dzień.

Jutro wybieram się na poszukiwanie prezentu dla mojego chrześniaka, mam nadzieję, że coś fajnego uda mi się upolować.:D. W sobotę planuję małe sprzątanko, może częściowo uda mi się to już jutro zrealizować...:)

W poniedziałek w końcu będą montować nam drzwi, które zamówiliśmy przeszło miesiąc temu. Niestety tyle się czeka, mam nadzieję, że efekt będzie ładny. Także w poenidziałek też nie za długo będę w pracy, ponieważ ktoś musi "fachowców" pilnować:)

Pozdrawiam Was ciepło i życze miłego odpoczynku w tym wolnym czasie!

niedziela, 7 listopada 2010

Podróże podróże

Dziś będzie o Opatowie. Opatów to miasto położone w województwie świętokrzyskim. W mieście znajduje się wiele obiektów historycznych wpisanych na listę zabytków. Jednym z nich jest Kolegiata św. Marcina, świątynia w stylu romańskim pochodząca z II połowy XII wieku. Kolegiata św. Marcina to pozostałość klasztoru templariuszy. Ta piękna budowla swoimi rozmiarami, okazałością i wysoką klasą architektoniczną daje świadectwo pracy średniowiecznych budowniczych.

W okolicy Opatowa znajduje się również kilka innych miejscowości, które warte są odwiedzenia m.in: Sandomierz czy Święty Krzyż. Historia tych miast i okolic jest bardzo ciekawa i pozostawia po sobie wiele cennych zabytków, które naprawdę warto zobaczyć. A teraz zdjęcia...

[caption id="attachment_1508" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

[caption id="attachment_1509" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

[caption id="attachment_1510" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

[caption id="attachment_1511" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

[caption id="attachment_1512" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

[caption id="attachment_1513" align="aligncenter" width="300" caption="Opatów"][/caption]

sobota, 6 listopada 2010

Daje na luz…

Różne zawirowania w ostatnim czasie sprawiły, że nie było mnie tu dość długo. Ale czytam co u Was:)
W ten weekend w końcu spokój. Spokój. Chwile odpoczynku i relaksu. Postanowiłam trochę zwolnić. Nie spieszę się. Ze stoickim spokojem, staram się na siłę nie przegonić czasu. A jest to bardzo trudne dla mnie, ponieważ niczym "motorek" potrafię robić kilka rzeczy jednocześnie, bo szkoda mi czasu. Robię- robię robię robię... - a potem padam. Ze zmęczenia. Cóż, wychodzę z założenia, mimo że MŻ bardzo mi pomaga, że pewnie rzeczy po prostu muszą być wykonane.
Od połowy tamtego tygodnia jest we mnie więcej spokoju. I staram się nie myśleć o tym, że w ten weekend odpuściliśmy sobie gruntowne sprzątanie na rzecz wspólnie spędzonych chwil i odpoczynku...
Mój perfekcjonizm troszkę na tym cierpi:) ale daję radę :D. Oby tak dalej :)
PeEs: dziękuję za wszystkie komentarze, staram się odpowiadać w miarę czasu i możliwości.
Miłego weekendu Kochani!

poniedziałek, 1 listopada 2010

poniedziałek, 25 października 2010

Spokój…

Brakuje mi spokoju. Budzę się w nocy i myślę... Myśli tłuką się w mojej głowie. Próbuję zasnąć. Niespokojne myśli podnoszą powieki, nie pozwalają im opaść... Sen nie przychodzi. A jak już przyjdzie, nie daje wytchnienia.
Potrzebuję szczęśliwego spokoju. Wtedy będę spać.....
Blog mi się zakurzył. Dawno to nie byłam. Dawno nie pisałam. Jakoś nie mogę zebrać myśli w całość...

sobota, 16 października 2010

Chciałabym…

Chciałabym trochę pobyć kurą domową.:) Prac sprzątać gotować... hmmm. to nie znaczy oczywiście, że tego nie robię:) ale... Większość swojego dnia spędzam w pracy (wiem wiem, kto tego nie robi:) jak przychodzę z pracy, to w zależności od tego czy jestem bardzo zmęczona czy nie, "cośtam robię". Czasem uda mi się ugotować nawet obiad na następny dzień...:)
Ale chciałabym się przestać spieszyć. W pracy wszystko jest na "już" albo na wczoraj. Ciągła presja. Rób rób rób szybciej szybciej szybciej...
Chciałabym, żeby mój dzień zaczynał się od spaceru, albo od biegania. Potem spokojne śniadanko, ewentualnie wypad do sklepu kupić coś na obiad:) Potem czytam sprzątam gotuje piszę bloga siedzę w necie spaceruje (w dowolnej kolejności). Nie spieszę się. Patrze na ludzi dookoła, siedzących na placu zabaw. Idących do lasu z psem. Oni się nie spieszą.
Mam czas pomyśleć kim jestem i czego w życiu chcę. Pozbywam się stresu, który siedzi w moich barkach i ramionach. Oddycham leśnym powietrzem kopiąc szeleszczące pod stopami liście...
A Wy czego byście chcieli?
O czym marzycie?

niedziela, 10 października 2010

Zatrzymać się

Siedzę sobie w pokoju. Słońce wpadając przez okno razi mnie w jedno oko. Ładnie jest. Przypuszczam, że nie więcej niż 5 stopni, ale ładnie. Ciągnie mnie dziś na spacer. Do lasu. Musze poczuć wolność. Świeże powietrze. Złapać oddech. Zatrzymać się. Poszukać siebie, pomyśleć. Nie dać się zapędzić w otchłań myśli, smutku, w czarną dziurę...
Mam nadzieję, że dzisiejsze słońce mi na to nie pozwoli...
Ale czy to wystarczy...?
...

piątek, 8 października 2010

Piątkowo

Ale jestem zmęczona... W pracy kołowrót, oczywiście w piątek o godzinie 14:00 okazuje sie, ze jeszcze trzeba coś szybko zrobić... Szok. Nie chodzi o to, że mam coś zrobić wogóle:))), ale o to, że jakies akcje "na już" to chyba wolę w inne dni tygodnia... ech...
Żeby zapomnieć na chwilę o pracy i w ramach relaksu na odstresowanie umówiłam sie jutro do kosmetyczki:) he he
Poza tym większych planów nie mam. Może ewnetualnie w niedzielę jeszcze jakies kino, ale to zobaczymy...
Ściskam Was ciepło i życzę miłego odpoczynku w weekend!!!

czwartek, 7 października 2010

Idzie zima

Chyba idzie zima.
Zimno.
I nastrój mam taki zimowy...
Spałabym tylko.
Długo i w cieple:)
hmm.
Co tu zrobić, żeby wróciła mi energia... nie wiem.
Co tu zrobić, żeby zima była mniej zimowa?:(
Ja chce na wakacje.
Poczytałam co u Was. Też ilość wpisów nie powala:)
Pozdrawiam i życzę ciepła!

niedziela, 3 października 2010

Niedziela

Planuję dziś spacer.
Musze pozbierać myśli...
Pogoda jest ładna, aczkolwiek zimno.
Zima przybywa.
Powoli.
...
PeeS. Nie mam sił na poniedziałek.

sobota, 2 października 2010

Potrzebuję…

Potrzebuję zmian.
Jakiegoś poczucia, że idę do przodu.
Że nie czekam, że nie jestem w zawieszeniu.
Potrzebuję czegoś, co będzie "motorem"...
i da mi siłę.

piątek, 1 października 2010

Dziś mój ulubiony dzień tygodnia:)

Uff w końcu weekend:) hura! taka jestem zmęczona po tym tygodniu... ze ach... liczę na dużo słodkiego lenistwa. Zamówiłam kolejne książki:) Mam nadzieję, że przyjdą na początku tygodnia. Zima zawsze więcej czytam. Ciepła herbatka, kocyk i ... ale ja to lubię. Wypatrzyłam sobie kilka interesujących książek, ale na razie muszą poczekać...:)))))) Dziś znowu na wieczór mam zaplanowane kilka filmów, ale nie wiem, czy nie padnę.....
Po zeszłotygodniowej chorobie tak naprawdę dopiero dochodzę do siebie. Mam mnóstwo zaległości, muszę odwiedzi fryzjera kosmetyczkę i wogóle....:) Jak człowiek chory to i się mu nic nie chce. Poza tym nie chciałam ryzykować wyjścia od fryzjera z niedosuszoną głową żeby znów przeziębienie nie wróciło.
Życzę Wam kochani dużo miłych rzeczy w weekend i odpoczynku!
Pees: lecę czytać co u Was.....
:)

niedziela, 26 września 2010

Znów giną ludzie

Wypadek polskiego autokaru na niemieckiej autostradzie...
Przykro, z powodu tych, którzy stracili bliskich. :(
Oglądam właśnie zdjęcia z katastrofy. Są szokujące...
Masakra.
Zastanawiam się, jak się czuje teraz kobieta mercedesa, która zabiła 13 osób... wymuszając pierwszeństwo na drodze podporządkowanej...
Mam nadzieję, że władze wyciągną wobec niej konsekwencje współmierne do wymiaru tej tragedii...
...

sobota, 25 września 2010

Pełny relaks… no prawie:)

Pełny relaks byłby, gdyby mój kaszel i katar (łaskawie:) już się skończyły. No bo ileż można?:) także samopoczucie nie najlepsze... upssss...
Dziś dzień mi upłynął nawet nie wiem kiedy.
Byliśmy po warzywa na bazarze. Takim, gdzie można kupić naprawdę pachnące jabłka, pomidory, ogórki... wszystko, co chcesz. Piękną włoszczyznę na zupę. Pachnącą. Pietruszkę i czosnek. Nie jest to co prawda blisko, ale warto. Mówię Wam. Te warzywa kupowane w marketach są takie "plastikowe". Bez smaku i zapachu. Brrr, mam nadzieję nigdy więcej...
Kapusta kiszona z tego warzywniaka smakuje prawie tak, jak ta od babci, prawdziwa, najpierw własnoręcznie pocięta, a potem kiszona...
mniam...:)
A co u Was? Jak mija weekend?

środa, 22 września 2010

Dziś już lepiej

Dziś już lepiej. Głowa mnie nie boli i gorączka spadła.

Katar jeszcze mnie męczy, ale da się wytrzymać.

Odpoczywam. Oddycham. Nie myślę o niczym.

Odstawiłam stres.

Luzzzz.

Czekam na książkę, którą kupiłam tydzień (!) temu.

Nie wiem co się dzieje, ale książki nadal brak.

:(

wtorek, 21 września 2010

Paskudne choróbsko i słów kilka o nfz

W związku z tym, że od soboty począwszy atakował mnie jakiś wirus (którego objawem był jakiś katar, kaszel, ból głowy i inne objawy), w poniedziałek z rana zadzwoniłam do przychodni, umówić się do swojego lekarza rodzinnego. "Oczywiście" do "mojej " pani doktor nie było juz miejsca (było, dzień lub dwa później), z powodu wysokiej goraczki musiałam dostac sie do lekarza nałłłł, żeby nie paść w przedbiegach... więc wybrałam panią doktor x.

Miła pani w recepcji umówiła mnie na 9:30, Bóg jej zapłać. O 9:20, coby sie nie spóźnić byłam pod gabinetem. A tam co??? A tam kolejka, ... mać. Jeden koleś co był na 8:00 (lekarka przyszła o 9:00, wiec jak miał o 8:00 wejść(?!), drugi okazało sie na 9:30 tak, jak ja, w tej przychodni ewidentnie umawiają kilu pacjentów na ta samą godzinę.... no commentsss... wulala

No to czekam, czekam, goraczke mam coraz większa, kreci mi się w głowie, ale mysllę wytrzymam, wytrzymam... ufff. Weszli wszytscy ci, którzy rzekomo byli przede mną... no to mysle , jeszcze troszkę... jeszcze chwilkę. A czas leci. Juz prawie dziesiąta. Nagle z rzedu krzeseł po drugiej stronie słyszę w swoją stronę skrzeczenie: "A pani to na którą jest???" hmmm mysle, czy to do mnie, przeciez ten cały rząd moherów (mocherów?! worewer) czeka pod zupełnie innym gabinetem.... Odpowiadam ze na 9:30. Wiec te "miłe panie", że one na 11:00)... rece mi opadły, i stwierdziłam, ze one coś knują. Tak poza tematem, to ja przyszłam o 9:20, one juz tam były. Po cholere przychodza o 9:00 skoro maja na 11:00???? nigdy tego nie zrozumiem. oks. czekam dalej.

W pewnym momencie (dochodzimy do sedna sprawy) w/w moher pyta się, czy nie wpuściłabym jej w kolejkę, bo ona słabo się czuje.. W tym momencie szlag mnie trafil na miejscu, powiedziałam uprzejmie, ze nie, poniewaz jak tez tu juz czekam z goraczka, i nie mam zamiaru niepotrzebnie tego czekania wydłużać. Jeżeli ma na 11:00 to nich czeka na swoją kolej. (Cały rząd moherów zabił mnie już wzrokiem).

Wiecie, i nie o to chodzi, że nie ma dla mnie współczucia, dla starszych osób, ale zaraz... na razie historiii ciąg dalszy...

Mimo mojej zdecydowanej odpowiedzi NIE moher wbił się bezczelnie pomiędzy mnie a drzwi i zaczął scenki odprawiać, że ona zaraz tu padnie, ze jej słabo i duszno... (Nie dziwne, że jej duszno, skoro siedzi tu od niewiadomo której godziny) Pan, który czekał w kolejce za mną, nabrał się na te sztuczki, ustalił z prawiemdlejącąstarszapaniamoher, ze wezwie pieleęgniarkę z recepcji. A ona przebiegła **** powiedziała, ze ona nie chce pielęgniarki, tylko że ona chce do gabinetu...

No comment...myślałam, ze mnie w tym momencie trafi szlag. Przyszła pani z recepcji i wprowadziła wyobraźcie sobie tego mohera do gabinetu lekarskiego!!!! Przecież to woła o pomste do nieba!!! Szok. (Nic nie mam oczywiście do pani z recepcji, bo ona niewinna jest:)

Podsumowująć: moher spędził z gabinecie 45-50 minut. W międzyczasie zdążył zawołać do środka jeszcze swoją siostre (i wszystkich "kolegów i znajomych królika"). Ja weszłam na wizytę ok 10:40.

To moja przygoda w naszej polskiej służbie zdrowia. Nic tu chyba nie wymaga komentarza. Aaa jeszcze jedno: wychodzac ŻWAWYM KROKIEM (ozdrowiały nagle obie) z gabinetu obie "moherowe siostry" powiedziały "dziękuje". Tylko nie wiem, do kogo - do mnie - przeciez wepchały sie na chama, na bezczelniaka, wiec nie mają za co dziękować, ja ich nigdzie nie wpuszczałam...

Może powinny być osobne godziny przyjęć dla "zdrowychmoherówblokujacychkolejke i normalnych ludzi, którzy raz do roku się przeziębią i potrzebują bez stresu iść do lekarza??

Ok 11:30 z potwornym bólem głowy dotarłam do domu. I padłam. Zanim zasnęłam, przez moją głowę przepłynęła myśl: W jakim świecie ja żyję?

pess. Dziś juz mam się troszkę lepiej, choć katar, kaszel i spółka pozostały bez zmian.

sobota, 18 września 2010

Na smutno

W pracy dostaję tak w kość, że jak przychodzi weekend, to nie mam siły się nim cieszyć... Mogłabym cały weekend przeleżeć. Spróbuję się dziś zmobilizować i wyjść do centrum handlowego na zakupy. Mam nadzieję, że to mnie odstresuje i że choć na chwilę przestanę myśleć o tym, że za 2 dni już poniedziałek... Mam wrażenie, ze wpadam w czarną dziurę, że której ni ma powrotu... Czekam na lepsze dni bez stresu, bez gonitwy, bez ciągłego braku czasu... Ale czy takie nadejdą??

poniedziałek, 13 września 2010

Czas mnie goni…

Czas mnie goni. Czas mi goni. Nie nadążam. Marzę o ciszy. Spokoju. Na zewnątrz i w środku.

Wybieram drzwi do domu. Nie mogę się zdecydować z 5000 wzorów wybrałam 4 i utknęłam. Wrrr...

W tych katalogach jakieś kolory dziwne...

W pracy kocioł.

Standard.

Słońce wpada mi przez okno. A chwilę temu jeszcze lało. Krople deszczu śmiesznie błyszczą.

Jak łzy świata.

poniedziałek, 6 września 2010

Nasze noce i dnie…

"(...)Wspaniały zachód - rzekła szeptem Pani Barbara,
Tak - potwierdził Bogumił Niechcic
Pani Barbara odurzyła sie blaskiem wieczornej pogody
niby kielichem wina,
Świat wydawał jej sie wprost niebywale piękny...
W życiu bywają noce i bywają dnie powszednie
Ale czasem bywają tez sobotnie wieczory... (...)".



Noce i dnie
Maria Dąbrowska







[caption id="attachment_1400" align="aligncenter" width="300" caption="Dziękuję..."][/caption]

niedziela, 5 września 2010

Malowanie

Jednokolorowe ściany w domu  już mi się trochę znudziły, wiec jakiś czas temu zakupiłam szablon malarski. Ok 2 tygodnie temu malowaliśmy troszkę w domku:) ściany zostały odświeżone, a szablon czekał sobie spokojnie na swoją kolej. I wczoraj w końcu stwierdziłam, że ja już chcę mieć go na ścianie!!:) he he bo jak nie, to niewiem...

Już wcześniej wiedziałam, że aby pasował do całości, pomaluję go na ciemny brąz. Podczas malowania zdziwiłam się trochę, że aż taki mocny klej dają na ta zewnętrzną i wewnętrzną warstwę, którą przed malowaniem trzeba oderwać...

Efekt ogólnie wyszedł fajny, bardzo mi się podoba:)))

Zobaczcie sami:

[caption id="attachment_1417" align="aligncenter" width="225" caption="Dmuchawiec"][/caption]

piątek, 3 września 2010

Piątek

Piątek weekendu początek. I oby trwał jak najdłużej:))) Tydzien w pracy miałam masakryczny. Ech.. Szkoda gadać. Non stop stres. I nerwówa. Mam dość.

Chce spokoju. Ciszy. Czasu dla siebie.

Gdzie mogę to znaleźć albo kupić????

...

Ktoś wie?

Na wyciszenie wzięłam 3 tom Kalicińskiej.

Trochę pomogło.

Teraz spadam do Was.