Zaczęłam planowac wakacje:) hm... nie mam pomysłu gdzie by tu jechac...:( na razie patrzyłam na Zakopane:) hmm ale nie jestem pewna. MŻ mi nie pomaga. U niego chyba jak zawsze na spontana:) Ech....
ps. Miłego wekendu Wam życzę:)
Jednym z największych wyzwań w życiu jest bycie sobą w świecie, który próbuje sprawić byś był jak reszta...
sobota, 25 kwietnia 2009
czwartek, 23 kwietnia 2009
Aparat na zęby
Nie wiem, co będzie z tym aparatem. Żeby go założyć muszę wyrwać 2 zęby:( buuu
Niech to diabli.
Niech to diabli.
Koniec tygodnia
Koniec tygodnia zbliża się wielkimi krokami:) Suuuperrr!:) mam nadzieję ze na weekend uda mi się odpocząć i wyciągnąć w końcu rower:) .
MŻ padł na kanapie:) jak słodko śpi:):). Zawsze we czwartek ma przełom i odsypia za cały tydzień:).
Dzis miałam znów wnerwa w pracy:( uff musze nauczyc sie pozbywac sie tych złych emocji żeby nie wnosic ich do domu... Bo po co? Praca to praca, powinna zostac w pracy. Kurka wodna ale nie jest to takie latwe:(
Wrrrr
MŻ padł na kanapie:) jak słodko śpi:):). Zawsze we czwartek ma przełom i odsypia za cały tydzień:).
Dzis miałam znów wnerwa w pracy:( uff musze nauczyc sie pozbywac sie tych złych emocji żeby nie wnosic ich do domu... Bo po co? Praca to praca, powinna zostac w pracy. Kurka wodna ale nie jest to takie latwe:(
Wrrrr
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Świąteczne Święta
Święta już minęły. Żałuje, że tak szybko....:( Przydałoby się jeszcze jeden dzień wolnego:) no cóż.... Było fajne słodkie lenistwo, pogaduszki z Rodzicami. Słodko:) Nabrałam sił. Odetchnęłam. Zapomniałam o wszystkim. Odpoczęłam. Super:) Musze się teraz nastawić psychicznie, że jutro do pracy... Buuu:(
W piątek do pani O. Ciekawe jak tam moje ząbki wypadną:)
Życzę Wam miłego poniedziałkowego wieczoru!
W piątek do pani O. Ciekawe jak tam moje ząbki wypadną:)
Życzę Wam miłego poniedziałkowego wieczoru!
niedziela, 29 marca 2009
Niesłoneczna niedziela
Kolejna smutna niesłoneczna niedziela. Wstałam. Włączyłam komputer, umyłam zęby. Znowu nie ma słońca. Patrzę na zegarek 11:10. jak to możliwe??? Acha przestawili czas. Ok. zakręcona jestem. Wczoraj kupiliśmy blender. Super. Mus bananowy jest super.:) Dziś to powtórzymy:).
sobota, 28 marca 2009
Ziemia
Dziś ogólnoświatowa akcja "godzina dla Ziemi". O 20:30 wszyscy wyłączają prąd:) na godzinę:) Ciekawe ilu się uda? Czy potrafimy żyć bez włączonego komputera? telewizora? Czegokolwiek? Hmm.... Ciężko byłoby np. wyłączyć lodówkę.... Nie wiem co zrobimy z tym fantem:). Spróbuj przez godzinę być jaskiniowcem: bez Internetu, bez radia, bez światła... Powodzenia! Sobie i Wam!
sobota, 21 marca 2009
Ach wstań Kochanie...
Uwielbiam obserwować MŻ z samego rana. Śpi. Leży zawinięty w kokonik z kołdry. Mój Słodki.
Koszmar, to pierwsze próby budzenia....:) Bezskuteczne. Żeby ściągnąć go z łóżka, muszę użyć mocnego argumentu. Inaczej się nie ruszy. Wstaje bardzo powoli. najpierw siada i zastyga w bezruchu ze zwieszona głową. Hmm... Zapach kawki z ekspresu, nie budzi go, (tak jak w reklamie he he he:) a szkoda... Oczy zamknięte, jedno może być czasem otwarte...:) Zależy...
Albo się przewraca i całą ceremonię rozpoczynamy od nowa, albo wciąż z opuszczonymi powiekami wreszcie się zwlecze. Drugie oko otwiera przed drzwiami do lazienki:) Chyba żeby uniknąć zderzenia pierwszego stopnia z drzwiami:).
Poranna toaleta i reszta przygotowań do pracy odbywa się raczej w miarę normalnie:)
Koszmar, to pierwsze próby budzenia....:) Bezskuteczne. Żeby ściągnąć go z łóżka, muszę użyć mocnego argumentu. Inaczej się nie ruszy. Wstaje bardzo powoli. najpierw siada i zastyga w bezruchu ze zwieszona głową. Hmm... Zapach kawki z ekspresu, nie budzi go, (tak jak w reklamie he he he:) a szkoda... Oczy zamknięte, jedno może być czasem otwarte...:) Zależy...
Albo się przewraca i całą ceremonię rozpoczynamy od nowa, albo wciąż z opuszczonymi powiekami wreszcie się zwlecze. Drugie oko otwiera przed drzwiami do lazienki:) Chyba żeby uniknąć zderzenia pierwszego stopnia z drzwiami:).
Poranna toaleta i reszta przygotowań do pracy odbywa się raczej w miarę normalnie:)
niedziela, 15 marca 2009
Bliżej do wiosny bliżej do lata
Weekend upływa zadziwiająco szybko.... sobota juz poleciała, a dzis juz niedziela. Chcialabym ja na chwile zatrzymac. Miec jeszcze z 3 godzinki dodane do popołudnia:). Pogoda nie zachęca do spacerów. A szkoda. Mżawka jakas leci.
W pracy jakis luz. Nawet sie nie martwie ze jutro tam ide. No może trochę.... wychodzi ze mnie leń:). Ech...
Słonecznego tygodnia Wam życzę!
W pracy jakis luz. Nawet sie nie martwie ze jutro tam ide. No może trochę.... wychodzi ze mnie leń:). Ech...
Słonecznego tygodnia Wam życzę!
poniedziałek, 9 marca 2009
Wiosna
Wiosna przyleciała wraz z ciepłym wiatrem:)! Nareszcie. Słonce dziś pięknie świeci. Ptaki zaczynają już śpiewać. Słońce jakoś inaczej świeci, niż w trakcie tych zimowych przebłysków, grzeje wreszcie, tak jak powinno. Wiatr nie kłuje w twarz, tylko łagodnie głaszcze. Co roku gdy nadchodzi wiosna czuję, że warto było przemarznąć:) te kilka zimowych miesięcy, żeby poczuć jak budzi się wiosna. Mam nadzieję, że wraz z wiosną natchną mnie również kreatywne pomysły.Na zmiany. Na więcej radości. Na nowości. Na wiosnę. O tak...
[caption id="attachment_227" align="aligncenter" width="300" caption="Wiewióra"]
[/caption]
[caption id="attachment_227" align="aligncenter" width="300" caption="Wiewióra"]
[/caption]
Zawirusowało mnie
Od środy siedzę w domu. Grypa. Masakra! Gorączka maxymalna, kaszel, katar i takie tam. Wszytsko mniej więcej wygląda tak: leże, jem śniadanie, leżę, oglądam, leżę... Kaszlę...Kolejnośc czasem ulega zmianie:) Chcę juz końca tego choróbska.... Uff....
Dziś znów gotuję. Z braku innego zajęcia. Zupa ogórkowa:). Czy ja mogłabym byc na dłuższą metę kurą domową? Chyba nie. Bo ile można oglądac filmy? Ile można siedzieć na necie?:) Dziś miejmy nadzieję to słodkie nieróbstwo skończy się. Chę się lepiej poczuć. Chce wyjśc na dwór. Wiosna przeciez idzie:).
Dziś znów gotuję. Z braku innego zajęcia. Zupa ogórkowa:). Czy ja mogłabym byc na dłuższą metę kurą domową? Chyba nie. Bo ile można oglądac filmy? Ile można siedzieć na necie?:) Dziś miejmy nadzieję to słodkie nieróbstwo skończy się. Chę się lepiej poczuć. Chce wyjśc na dwór. Wiosna przeciez idzie:).
niedziela, 8 marca 2009
Być Kobietą być Kobietą...
Z Okazji Dnia Kobiet życzę Wam Kobiety pieknego słonecznego Dnia Kobiet. Dużo czerwonych tulipanów lub róż. Lub innych badylopodobnych roślinek:) Dużo ciepła od Waszych cudownych mężczyzn. Szalonego leniuchowania w tą kobiecą niedzielę.
wtorek, 3 marca 2009
Gotowanie na ekranie
Lubię czasem pobawić się w kurę domową i sobie pogotować:). Mogę to robić bez poważniejszych konsekwencji, nawet w przypadku porażek:), bo swoimi próbami mogę rozczarować jedynie MŻ:) i siebie. Chyba to drugie gorsze niż pierwsze.... On to bowiem cierpliwie znosi, nie narzeka, zjada z apetytem:). Dziś wyszła cudna pomidorówka:) Ech...
niedziela, 15 lutego 2009
Trochę poWalentynkowo
Dzień po Walentynkach, pełna refleksji wszystkim Wam życzę wulkanów miłości i zrozumienia. Mam nadzieję, ze spędziliście ten dzień jak Wam się podoba, nic nie musieliście robić na siłę, bo tak wypada... Życzę Wam byście zawsze byli obdarzani czułością, miłością, zrozumieniem i ciepłem Tej drugiej osoby. I nie tylko w tym dniu. Ale w tym dniu szczególnie:). A samotnym życzę, by znaleźli to czego szukają. Aby życie ich jeszcze zaskoczyło czymś niespodziewanym:).
sobota, 14 lutego 2009
Zima zima zima
Dziś mróz zatrzymał biały puch, który kilka dni temu przykrył wszystko. Przez chwilę podziwiałam wszystko wokół. Ach...Zasypane gałęzie drzew i wszędzie biel, biel, biel? Mam nadzieję, że uda mi się dziś choć na chwilę wyjść. Przemrozić nos:) Hmm... Choć za oknem zimno i pewnie wieje. Lodowate powiewy przenoszą białe płatki. Z pochmurnego nieba spada coś śniegowego... Dzieciaki pewnie się cieszą. Minęło dopiero pół lutego, a ja już tęsknię za wiosną. Jakiś człowiek z uporem maniaka zasypuje białe chodniki piachem. No cóż...? Syzyfowa praca.
A ja siedzę w moim ciepłym domku... a na dworze...
[caption id="attachment_207" align="aligncenter" width="225" caption="Zima zima zima"]
[/caption]
A ja siedzę w moim ciepłym domku... a na dworze...
[caption id="attachment_207" align="aligncenter" width="225" caption="Zima zima zima"]
[/caption]
Ile warta jest kobieta?
W Iranie? połowę tego co mężczyzna.
A tak wogóle? Chyba najwazniejsze jest to, ile warta jest sama da siebie. Co czuje jak na siebie patrzy, co czuje jak patrzy na efekty swojej pracy. Dumę? Obojetność? Wstręt? Jak daleko jest jej do samoakceptacji. Do bycia z siebie dumną. To czasem naprawde bardzo trudnie. Tylko dlaczego? Jak dotrzec swoje małe sukcesy? Co czuję jak na siebie patrzę? Hmm...Jakoś tak... Wierzę, że dobre mysli przyją wraz z wiosną:)
ps. MŻ śpi jeszcze, a ja znowu od rana siedze przed kompem:) Szukam natchnienia:) kurka wodna.
A tak wogóle? Chyba najwazniejsze jest to, ile warta jest sama da siebie. Co czuje jak na siebie patrzy, co czuje jak patrzy na efekty swojej pracy. Dumę? Obojetność? Wstręt? Jak daleko jest jej do samoakceptacji. Do bycia z siebie dumną. To czasem naprawde bardzo trudnie. Tylko dlaczego? Jak dotrzec swoje małe sukcesy? Co czuję jak na siebie patrzę? Hmm...Jakoś tak... Wierzę, że dobre mysli przyją wraz z wiosną:)
ps. MŻ śpi jeszcze, a ja znowu od rana siedze przed kompem:) Szukam natchnienia:) kurka wodna.
czwartek, 12 lutego 2009
A jednak są powodu do uśmiechu
Właśnie żarło mi posta:( Wrrr....
Nastepny może dopiero jutro.
Ps. Dobrze, że jutro już weekend:)
Nastepny może dopiero jutro.
Ps. Dobrze, że jutro już weekend:)
niedziela, 8 lutego 2009
Zakupowa niedziela
Dziś niedziela. Choć mglista, to w miare ciepła. (Wiosna idzie??:). Po odzyskaniu sił duchowych (wiary w lepsze jutro itp:) odwiedziałam dziś targowisko próżności:) i zakupiłam niezbędne na Dzień Świętego Walentego suprajzanki:). Sama jestem zadowolona, że tak szybko mi poszło. Słodka karteczka dopełnia całości... ale szaaaaa...Walentynki dopiero w sobote:)
czwartek, 5 lutego 2009
Spanko
Przysięgam Wam, że mam największą ochotę położyć się spać. I przespać trzy dni. Ten tydzień był po prostu tak maskarycznie męczący, że dawno takiego nie pamietam:(. Człowiek tylko tyrał i tyrał. Z tego tygodnia nic więcej nie pamiętam....Ups...
A teraz normalnie siedzę przed kompem. Coś tam sobie robie, czytam pisze i nagle sruuu.
Zaczyna się. Depresja maxymalna. Jezus no.
Mój MŻ z dwie godziny temu zemdlał po całym tygodniu... Zemdlał tak skutecznie ze padł i spi do tej pory na kanapie w salonie...
A teraz normalnie siedzę przed kompem. Coś tam sobie robie, czytam pisze i nagle sruuu.
Zaczyna się. Depresja maxymalna. Jezus no.
Mój MŻ z dwie godziny temu zemdlał po całym tygodniu... Zemdlał tak skutecznie ze padł i spi do tej pory na kanapie w salonie...
środa, 4 lutego 2009
Chce już wiosny!
Chcę już wiosny i chcę zmian, bo to najprostsze... Wierzyć, że wiosna przyniesie coś czego brakuje, co umknęło, co się zatraciło, przykurzyło, może, czego już nie ma...:( To czego spod szarości codziennej już prawie nie widać... marzeń, planów, wiary w ich spelnienie... Monotnia dni codziennych, smutek, proza dnia... To wypełnia dni... Dlaczego? Czy tak naprawdę wiosna coś zmieni...?? Nie wiem. Prawdopodobnie. Najłatwiej mi pokładać ufność w kolei rzeczy, której cykliczności nie zmieni choroba, brak pieniędzy, koszmarny szef, nieznośny sąsiad, fałszywy przyjaciel...Przyjdzie bez względu na wszystko:). Czy wleje radość w serca?
sobota, 31 stycznia 2009
Smutki Smuteczki
Wczoraj miałam tak potworny dzień, że... Dlaczego jak jestem taka słaba??? Dlaczego niby mam w sobie siłę, a jak przychodzi co do czego, to pozwlam tak soba pomiatać.... Dlaczego? Dlaczego jestem taka slabą istotą? Dlaczego nie potrafię się przeciwstawic i walczyć... Kim ja jestem? Dołek. Smutek. Smutek. Smutek.
Mam nadzieję, że po weekendzie odzyskam siły. Ale czy odzyskam wiarę w siebie?
Mam nadzieję, że po weekendzie odzyskam siły. Ale czy odzyskam wiarę w siebie?
czwartek, 29 stycznia 2009
Niech już będzie weekend...
Z niecierpliwością czekam już na weekend... niech już będzie piątek 16:00 kiedy człowiek wychodzi z pracy, zamyka wszystkie sprawy i pozostawia tam... Rozpoczyna sie wtedy początek 2 i pół dniowego słodkiego lenistwa:). W piatek jestem przeważnie juz tak zmęczona po całym tygodniu pracy, ze "wciagam" tylko jakis filmik i padam... mam nadzieje, ze ten wekend będzie milutki i że pogoda troche się poprawi. Życze Wam wszystkim miłego dnia i oczekiwania:) Byle do piatku:)!
wtorek, 27 stycznia 2009
Być Rodzicem
Miłość macierzyńska. Ostatnio myślę o niej. Jaka jest? Kiedy się pojawia? Czy można o niej mówić już w momencie zobaczenia dwóch kresek na teście ciążowym? Hmm... A może pojawia się z czasem? Tylko, z czasem, to znaczy kiedy?? Może, gdy zaczynamy czuć pierwsze ruchy dziecka? W ostatnich dniach te myśli w ogóle nie dają mi spokoju?Zastanawia mnie także, czy będę potrafiła w całości poświęcić się Dziecku? Jak to jest? Ja i moje potrzeby będą wtedy na drugim miejscu? Trzeba będzie odstawić w kąt swój mały ludzki egoizm? Czy w takim razie macierzyństwo to odwieczny kompromis? Jak będzie to wyglądało w rzeczywistości?
Okno
Patrzę. Szara ulica, na niej szarzy ludzie ida z szarym psem. Szary deszcz, szary samochód, szara codzienność. Codziennie to samo. Znikaja. Odchodzą do swoich szarych domów. A ja jestem w swoim oknie. Patrzę na nich. Dzis jutro pojutrze. Znów to samo. Ja mam swoje okno. A oni co mają?
Nicnierobienie
Jakże potrzebne czasami, pozwalające tak do szpiku kości "lenić się", nie zajmować się niczym, niczym szczególnym lub prawie niczym. Zjawisko to w przypadku występowania w dłuższym okresie czasu pozwala zatęsknić za jakims zajęciem, pracą, czymkolwiek, co robimy... Kilka ostatnich weekendów spędziłam właśnie w ten sposób. Myślę, że ma to związek również z okropna pogodą, zimnem, ciemnymi i długimi wieczorami, czyli tym wszystkim, co odbiera mi energię... Wtedy tylko dobry film lub książka:) i juz mnie nie ma cały dzień. Gdzie ta wiosna????
środa, 21 stycznia 2009
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Matki Polki
Ogólnie nic do Matek Polek nie mam, ale tym razem napiszę o "matkach polkach". Wczoraj mnie tak jedna wkurzyła, że aż...(Wrrr...) Myśli taka, że jak ona ma wózek i dzieciaka, to już święta jest. A niech mnie...! Weszłam sobie spokojnie do sklepu i w kierunku potrzebnej rzeczy zmierzam, aż to nagle czuje na sobie takie: bach! Bach! "matka Polka z wielkim wózkiem i drzącym się dzieciakiem biegającym dookoła przepycha się, ile wlezie, ile się da do przodu prze... nie zważając oczywiście na innych, którzy również do tego sklepu przyszli. Nie ważne, czy kogoś potrąci, popchnie nieważne...! Totalny ten brak kultury osobniczki przełknęłam, o jej pojęciu na temat "wychowania dziecka" pomyślałam w duchu swoje:) (bo jej dziecię biegało dookoła niczym tajfun) niezbędny produkt wzięłam i spokojnym krokiem do kasy zmierzam... Ludzi było malutko, więc nadzieje miałam, ze szybko uda mi się ów przybytek opuścić. Stoję sobie stoję, aż tu nagle bach! Bach! Powtórka z rozrywki. Nie, myślę, nie, to niemożliwe, iż ów paniusia z wózkiem "matka-misiewszystkonależyodsuńciesię" tak sprytnie manewrowała swoim pustym zresztą wózkiem, aż moim biednym kostkom u nóg się nieźle oberwało... Zagotowało się we mnie wszystko... Uff... Przełknęłam to i wyszłam. (Wrzodów się nabawię za 10 lat?) Chciałam być lepsza od niej... Ale czy byłam? Pozostawię to Wam do własnej refleksji...
niedziela, 18 stycznia 2009
Krytykanctwo stosowane
Ostatnio zaobserwowałam nagminne szerzenie się zjawiska nazwanego (też przeze mnie ) krytykanctwem, czyli wytykaniem innym nieistniejących błędów. Wszyscy znamy typ dyżurnego krytykanta w postaci wścibskiej sąsiadki... Tu rzuci słówkiem, tam rzuci słówkiem, nie zawsze miłym...Ech... Znamy również wiecznie niezadowolone jednostki, cierpiące na maniakalną potrzebę mówienia ludziom przykrych rzeczy. Umniejszają wtedy krytykowanych do wymiarów świerszcza, sami w swoich oczach rosną do potęgi... Szkoda, że tylko w swoich. Im się chyba wybitnie nudzi, sami, nie potrafią zrobić, stworzyć, powiedzieć pewnych krytykowanych rzeczy nawet tak w połowie dobrze, aczkolwiek kąśliwe uwagi zawsze im ślina na język przyniesie.
Świat jest pełen ludzi gotowych skrytykować wszystko i wszystkich. Co zadziwiające, (i wywołujące najwięcej złości we mnie) krytykant zawsze ma czas na skomentowanie rzeczywistości. Dzień zaczyna od uwag i na nich dzień kończy. Dramat! Jakby zjadliwość języka była mu potrzebna do życia. Jakby potrzeba pastwienia się nad innymi pomagała mu oddychać! W sytuacji braku elementu do skrytykowania zawsze sobie ów człowiek rzecz do skrytykowania znajdzie. Przeszpera, przeszuka z głębin wyciągnie drobiazg, aby tylko swoje krytykanctwo zastosować...
Ludzie, skąd bierze się taka skłonność? A może krytykant to po prostu wredny człowiek? Bez pomysłu na swoje życie, żyjący życiem innych i w każdej sytuacji czujący konieczność powiedzenia czegoś... Mimo że, do powiedzenia przeważnie, w danej kategorii, tak naprawdę nic nie ma. Mówi coś, żeby powiedzieć cokolwiek. Im zjadliwsze, tym więcej osób obejrzy się i spojrzy kto to??? A czy jemu nie o to właśnie chodzi? Szuka afery w której zabłyśnie. On sam. Jednocześnie jest tak nieszczęśliwy, że całą swoją frustracje przelewa na innych. Szuka dowartościowania. Tylko dlaczego w taki sposób???
Świat jest pełen ludzi gotowych skrytykować wszystko i wszystkich. Co zadziwiające, (i wywołujące najwięcej złości we mnie) krytykant zawsze ma czas na skomentowanie rzeczywistości. Dzień zaczyna od uwag i na nich dzień kończy. Dramat! Jakby zjadliwość języka była mu potrzebna do życia. Jakby potrzeba pastwienia się nad innymi pomagała mu oddychać! W sytuacji braku elementu do skrytykowania zawsze sobie ów człowiek rzecz do skrytykowania znajdzie. Przeszpera, przeszuka z głębin wyciągnie drobiazg, aby tylko swoje krytykanctwo zastosować...
Ludzie, skąd bierze się taka skłonność? A może krytykant to po prostu wredny człowiek? Bez pomysłu na swoje życie, żyjący życiem innych i w każdej sytuacji czujący konieczność powiedzenia czegoś... Mimo że, do powiedzenia przeważnie, w danej kategorii, tak naprawdę nic nie ma. Mówi coś, żeby powiedzieć cokolwiek. Im zjadliwsze, tym więcej osób obejrzy się i spojrzy kto to??? A czy jemu nie o to właśnie chodzi? Szuka afery w której zabłyśnie. On sam. Jednocześnie jest tak nieszczęśliwy, że całą swoją frustracje przelewa na innych. Szuka dowartościowania. Tylko dlaczego w taki sposób???
Życzę wszystkim Życzliwym Ludziom udanego dzionka :).
sobota, 17 stycznia 2009
Czas to taki dziwny stwór
Tak naprawdę nie zdajemy sobie z niego sprawy dopóki nie staniemy i ze zdziwieniem nie spojrzymy wstecz... Często za późno bo nie cofniemy czasu. Z nim nie da się negocjować. Można jedynie zamydlić umysł , wytłumaczyć sobie, że tak było, bo tak być powinno, bo akurat tak się ułożyło ..., ale czy naprawdę? Hmm... W zasadzie nie powinniśmy sobie robić wyrzutów za żadną podjętą decyzję, bo w danej chwili gdy ją podejmowaliśmy wydawała się najlepszą z możliwych. Czas czasami pokazał, że nie zawsze była ona najkorzystniejszą decyzją dla nas. Niestety. To jest mój punkt widzenia. Kto wie, co by było gdybym w wielu spotykających mnie sytuacjach podjęła inną decyzję? Tego nikt w stanie nie jest z pewnością powiedzieć... Więc tak czy inaczej lepiej przyjąć, że była to w danej chwili jedyna słuszna decyzja:) Myślę tak, i mam dzięki temu trochę lepsze samopoczucie:). Nie cofam się, nie rozpamiętuję. Do przodu patrzę...
Co i ile można poświęcić dla pieniędzy?
Każdy chce być kiedyś doceniony. Taka człowiecza natura. Ostatnio mam wrażenie, że jak taki mały żuczek na samym dole piramidy napracuję się jak głupia... a nagrody zbierają Ci na samym szczycie. Szarpię się z tym. Walczę. Wyrzucam swoje żale. Sobie. Jednocześnie kulę się w sobie. Wolę nic nie mówić. Nie mogę liczyć na zrozumienie. Oni są wyrachowani. Samolubni. Bez skrupułów. Codzienność to ciągła walka żeby zaistnieć. Pokazać, że potrafię. A nikt sobie z tego i tak nic nie robi. Zawsze jest za mało. Zawsze jest źle. Zawsze mogłoby być ciut lepiej. Więcej, dłużej. Czasem mam już dość.
Szukam pomysłu aby w tym nie tkwić.
Szukam pomysłu aby w tym nie tkwić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
