Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolny weekend. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolny weekend. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 grudnia 2009

Co robimy z czasem wolnym?

Witam Was grudniowo! Czujecie Święta w powietrzu? Bo ja nie. Za oknem leje i leje. Ech...W tym swoim zabieganiu pomiedzy domem i pracą czasem się zastanawiam nad formami spędzania wolnego czasu. Mam załóżmy dzień wolny... :)

... i co...?

Czy poświęcić się wtedy w pełni nadrabianiu zaległości w sprzątaniu, zakupach i innych domowych czynnościach itp? Zrobić w końcu to, na co od tygodnia (czytaj: dwóch trzech) nie mam czasu? Wtedy będę zadowolona, że rzeczy, które i tak muszą być zrobione, są zrobione. Hmm... Jakby nie patrzeć jest to dużo. Ale? Ale nieszczęśliwa, kiedy wieczorem padnę na... *** ze zmęczenia. I nie znajdę w tym wszystkim ani chwilki dla siebie. Na rower, na książkę, na cośtam... Staram się zawsze, mimo że w dzień wolny lubię sobie ponadrabiać, znaleźć zawsze ten czas dla siebie, który pozwoli mi "złapać oddech", nabrać sił na kolejny nachodzący dzień. Czas, w którym pozwalam myślom wolno płynąć w czasoprzestrzeni :). Czas, w którym odpoczywam.

Dziś za chwil kilka wracam do Cobena i jego wspaniałej książki. Ach, jak ja lubię te wieczory w książką w ciepłym domku :).

poniedziałek, 30 listopada 2009

Czas relaksu

Weekend upłynął na słodkim lenistwie, czytaniu książki (tym razem H.Coben <Niewinny>) i oglądaniu filmów. Herbata malinowa w kubeczku i słodkie ciepło w domu dopełniło całości. Ach... jak ja lubię takie weekendy. Znowu się wkręcam w czytanie książek, czytać bardzo lubię i czytam nałogowo, lecz czasem przechodzi mi to falami i tak samo powraca. I znów pojawiła się ta fala "czytania". Pewnie potrwa aż do Nowego Roku, ponieważ biorę pod uwagę, ze w okolicy Świąt będę miała zdecydowanie więcej czasu :).

W pracy zarobiona jestem, więc nawet o tym nie piszę, bo to nic nowego. :( Chciałabym tylko dziś napisać, że z niektórymi ludźmi po prostu nie umiem współpracować. Wnerwiają mnie. Wprowadzają dziwną atmosferę, która mnie drażni. Są nieodpowiedzialni. Demonstrują wszechogarniający tumiwisizm, i obnoszą się z nim dookoła. Wrrr. Mam ochotę dać im receptę: Nie chcesz, nie musisz pracować... Proste. A nie tylko przychodzą i denerwują innych. Zero odpowiedzialności, zero zaangażowania, zero jakiejkolwiek inicjatywy własnej. Za to wywindowane poczucie, że jestem lepszy (a) niż inni...

Dobrze wiemy, ze to nieprawda.

PeEs: Trzymajcie się i do usłyszenia w grudniu!:)